„Nie zabijaj” – pierwsze przykazanie Nowej Normalności

25 Maj, 2020

Nie wiem, czy zauważyliście, ale praktycznie z dziesięciu przykazań pozostają nam w religii epoki Nowej Normalności trzy. Nowa Normalność jest najnowszą i najbardziej radykalną jak dotąd formą socjalizmu, który jest specyficzną filozofią przezwyciężania kryzysów. Rosyjski matematyk Igor Szafarewicz dokonał następującego eksperymentu myślowego: „Jeśli założymy, że całkowite zwycięstwo socjalizmu jest możliwe, to nie ma zapewne żadnych danych ku temu, by istniało jakieś ograniczenie możliwości zastosowania zasad socjalistycznych. W tym przypadku śmierć ludzkości można uznać za ostateczny wynik rozwoju socjalizmu”. Skądinąd wiadomo, że socjalizm nazywany jest cywilizacją śmierci.

Pierwsze z socjalistycznych przykazań to jednak „nie zabijaj”, choć rozumiane bardzo specyficznie. Ponieważ śmierć okazuje się dla socjalizmu fatum, to zabija się w warunkach rozwiniętego socjalizmu zupełnie niechcący. I mianowicie to brak intencji zabijania jest winą, Zabija emisja dwutlenku węgla, będąca nieuniknionym efektem procesów życiowych. Tą emisję dwutlenku węgla udało się już uczynić instrumentem finansowym, trwają zaś prace nad informatyzacją i monetaryzacją samych procesów życiowych: opatentowany już został biologiczny sposób pozyskiwania kryptowaluty.

Choć jeszcze nie oddycha na wolnym powietrzu, to jednak zabija także płód, póki się nie urodzi. Utrzymanie takich płodów przy życiu jest opłacalne, jeśli nie zmniejszają one zdolności kredytowej nosicielek, a nawet zdolność tą znacząco podnoszą: takie płody są oczekiwane i wysoko oceniane. Same otrzymują wtedy pakiet praw dziecka o wysokiej wartości rynkowej i mogą w ten sposób napędzać koniunkturę

Zabija wreszcie pozbawiony symptomów nosiciel wirusa o śmiertelności z wielkim prawdopodobieństwem urojonej. To dlatego najlepiej, by taki nosiciel wirusa został jak najszybciej położony pod respirator, pod którym w zupełnie oczywiście niezamierzony sposób zabije go skrzep w płucach. Podobnie, jak w przypadku płodów, o tym, czy nosiciel wirusa ma zostać eksterminowany, czy też nie, decyduje jego zdolność kredytowa, określająca przypisany mu pakiet praw. Dlatego większe szanse na przeżycie ma konsument, potęgujący popyt i zmniejszający koszt, niż producent, generujący koszty i prywatyzujący zysk. Taka jest racja eksterminowania prywatnej przedsiębiorczości i promowania zadłużenia, zabezpieczonego przez znacjonalizowanie pracy. „Socjalizm rynkowy” okazuje się jednym wielkim obozem pracy przymusowej. Oczywistą przeszkodą w tak pojętym uspołecznieniu pracy jest kult religijny, i to właśnie jest racją twierdzenia, że zabijają zgromadzenia religijne, ale nie handel wielkopowierzchniowy.

Twierdzenie takie jest nie tylko tezą ideologiczną, czyli narzędziem zarządzania krzywdą, ale jest także herezją religijną, przy czym oryginalną. Religia Biblii mówi, że Bóg stworzył wszystko na świecie ze względu na swoją chwałę i szczęście człowieka. Z punktu widzenia klasycznej filozofii szczęście jest owocem czterech cnót głównych, będących żywiołami świata duchowego. Uzgodniona z klasyczną filozofią religia biblijna rozpoznaje gniew Boży spowodowany zaburzeniami harmonii tych czterech elementów, podobnie jak zaburzenia żywiołów powodują kataklizmy naturalne. Socjalistyczna herezja natomiast z jednej strony twierdzi, że Bóg nie karze nikogo, lecz tylko po to, by uznać za karygodne samo istnienie człowieka kosztem przyrody. W kolejnych rewolucjach socjalistycznych nacjonalizowano wiarę, wiedzę, wychowanie, własność, wolność, a wreszcie teraz zdrowie i życie. Pozostaje jeszcze przyszłość, o której nieprzypadkowo jeden ze współczesnych teologów powiedział, że to „Bóg przychodzi z przyszłości”.

Utożsamienie – leninowskie odzwierciedlenie, a prawdziwa tożsamość

3 sierpnia, 2019

Jednym z europejskich dogmatów jest zakaz utożsamiania, będący modyfikacją średniowiecznej „brzytwy Ockhama”. Nie należy mnożyć bytów, lecz starać się klasyfikować podobne zjawiska pod wspólnym mianownikiem. To pozwala określić prawdziwą tożsamość przez podobieństwo i związek. To podstawa naukowego światopoglądu (użyjmy wyjątkowo tego bełkotliwego pojęcia, choć co prawda albo nauka, albo światopogląd, to dwie różne rzeczy), w przeciwieństwie do światopoglądu bajkowego, w którym mają miejsce wampiry, beboki i inne takie, które są wszystkie „inne”. Popularność wampirów i różnego rodzaju zjaw w dzisiejszej kulturze medialnej wskazuje jednak, że w istocie światopogląd Europejczyka XXI wieku bardzo daleki jest od nauki i dawno nie widział brzytwy Ockhama: jest nieostry, a zgoła i wykazuje się tępotą. Na tępych krawędziach mnożą się byty, które pod pozorem modnego „je-suis”, identyfikowania się i wyrażania tożsamości, kompletnie gubią się w wielości tożsamości, aż „sobą być nie mogę”, jak doskonale wyraził to Ryszard Riedel już ponad trzydzieści lat temu. I wtedy zaczyna się poszukiwanie winowajcy tej mojej niemożności. I okazuje się, że winni są zawsze inni ludzie, którzy nie myślą tak nieswoiście, lecz „utożsamiają”. Należy to do socjalizmu, który zabierając człowiekowi wszystko, co indywidualne, zmusza go do poszukiwania „innego świata” na wewnętrznej emigracji.

Dogmat europejski, zakazujący utożsamiania, sformułowany mógł być dzięki filozofii Immanuela Kanta, dociekającego w epoce europejskiego oświecenia i romantyzmu, jakie stanowisko we wszechświecie zajmuje samoświadomość człowieka. Czy jest ona odrębna od otaczającego świata, i czy na ogół ten otaczający świat poza ludzką samoświadomością istnieje. Kantyzm i dwa neokantyzmy to wielka historia europejskiej filozofii (a także i fizyki, bowiem neokantystami byli tacy wielcy fizycy jak Ernst Mach, odkrywca prędkości dźwięku) od rewolucji francuskiej do bolszewickiej. Właśnie Lenin, krytykując kantyzm pod postacią „empiriokrytycyzmu”, doprowadził do dzisiejszego neomarksistowskiego zamieszania: gdy to krytyka wygłaszanych opinii uznawana jest za krytykę osoby. Jak bolszewicy walczyli z poglądami niszcząc ludzi, tak i współczesna lewica na krytykę swoich poglądów i czynów odpowiada oskarżeniem o „prześladowanie ludzi”. Inaczej, niż tylko mordując ludzi, nigdy nie potrafiła walczyć z obcymi im ideami właśnie lewica – poczynając od swych narodzin w rewolucyjnym francuskim parlamencie, a kończąc na współczesnym parlamencie europejskim. Tak więc pozorny zakaz utożsamiania i nakaz tolerancji w rzeczywistości jest u lewaków powszechnym utożsamianiem: przenoszeniem walki z poglądów na osoby, a swojej własnej tożsamości – na wypowiedzi. Odpowiada to leninowskiemu pojęciu odzwierciedlenia – myśl nie istnieje inaczej, jak tylko przez odbicie rzeczy materialnych. Jest to dokładne przeciwieństwo kantyzmu. Lewacki ateizm sądzi więc, że posiada boską moc wzbudzania nowych istnień przez wypowiadanie poglądów. Skoro jednak nowe istnienia się tak nie pojawiają, to widocznie winne są inne poglądy, tworzące w rozumieniu lewaków swoje istnienia, jakie należy niszczyć. „Niszcz faszyzm”, krzyczą lewacy rzucając się do bitki z ludźmi. Zakazując utożsamiania, w istocie sami NIE utożsamiać NIE potrafią. Gdy krytykuje się ich poglądy, uznają to za atak na osoby. Afiszując wartości europejskie, w rzeczywistości je niszczą.

„Orientacja” a „tożsamość”

1 sierpnia, 2019

Tak się składa, że kolejne święto świętego Piotra i kolejne „natchnienie” czy też „odkrycie” na wpis. Dzisiaj oków, czy też kajdan św. Piotra, uzyskanych w Jerozolimie przez cesarzową Atenę Eudokię i podarowanych papieżowi Leonowi Wielkiemu. W rzymskim brewiarzu czytamy na to święto homilię św. Augustynowi zaledwie przypisywaną – bowiem nie znajdujemy jej w klasycznym wydaniu wszystkich Ojców Kościoła o. Migne`a, a same te wydarzenia działy się dziewięć lat po śmierci św. Augustyna. Obrządek bizantyjski wspomina dzisiaj właśnie tą cesarzową Atenę Eudokię, uznawaną przez prawosławnych za świętą (w kalendarzu juliańskim, z trzynastodniowym „opóźnieniem” – 13 sierpnia).

Pierwszosierpniowe święto kajdan św. Piotra, którym jako relikwii przypisywano moc cudownego uwalniania od opętania, nadawało przez wieki ton katolickiemu duszpasterstwu: przynajmniej od czasu wielkiej rewolucji przemysłowej i związanego z tym problemu alkoholowego w środowiskach robotniczych cały sierpień uznawano za miesiąc szczególnej akcji trzeźwościowej; tak więc nie chodzi tu tylko o polskie wydarzenia ostatnich czterdziestu lat i o polski Kościół, lecz o całą Europę.

Dziś mamy do czynienia z innymi zniewoleniami, zaburzającymi ludzką świadomość, niż tylko alkohol czy narkotyki. Mamy do czynienia nie tylko z odmiennymi stanami świadomości, ale i z całą ideologią „odmiennych orientacji”.

Słowo „orientacja” oznaczało przed Chrystusem „zwrócenie bóstwa twarzą na wschód”, co jako dawny obyczaj kultyczny wspomina choćby Cyceron (In L. Catilinam Oratio III, 20). W tym znaczeniu „orientowano” świątynie i figury bóstw (zob np. J. M. HØJTE, Roman Imperial Statue Bases from Augustus to Commodus, Acta Jutlandica LXXX-2, Humanities Series 78, Aarhus University Press 2005). Chrześcijanie przejęli tą zasadę tak, by przy dopuszczalnym odchyleniu na 20 stopni apsyda, w której znajdował się ołtarz, skierowana była na wschód. W ten sposób wszyscy wierni, zwracający się ku ołtarzowi, patrzeli na wschód, symboliczny kierunek, z którego nadejść ma Chrystus, „Słońce wschodzące z wysoka” (Łk 1,78). Tak więc orientacja jest „wyjściem z siebie”, transcendowaniem nawet figury pogańskiego bóstwa; jest uświadomieniem, że w istocie bóstwo nie jest w tej figurze, lecz figura uświęcona zostaje przybyciem do niej bóstwa w sposób symboliczny wraz z promieniami wschodzącego słońca. Figury i obrazy w kościołach, odwrotnie, skoro ołtarz kieruje się na wschód, zwrócone są na zachód, bowiem nie posiadają same w sobie boskości.

Nawet w potocznym znaczeniu słowa „orientacja”, czyli ukierunkowanie dokądś, zachowuje ten sens wychodzenia od siebie.

Tymczasem współcześni ideologowie gender upodobali sobie podmienianie słowem „orientacja” ludzkiej tożsamości, sprowadzanej zresztą tylko do wymiaru płciowego, który, jak wiadomo, dla Greków był akcydensem, dodatkiem do „psyche”, nie zaś jej istotą. Tak jak dla socjalistów „klasa” stała się z greckiego pojęcia etycznego, kategorii cnót moralnych przynależnych każdemu człowiekowi z osobna, kategorią społeczną dla „szufladkowania” ludzi pod pozorem ich wyzwalania, tak dla genderystów „orientacja” stała się kategorią społecznościową dla seksualnego „szufladkowania” pod takimże pozorem „wyzwalania” od prywatnej tożsamości, która ponoć cieszy się taką ochroną prawną, że staje się publiczną tajemnicą, jak dobra materialne w klasycznym socjalizmie. Podobnie, jak komuniści „wyzwalali” od prywatnej własności ukradzionym kluczem słowa „klasa”, tak genderyści chcą nas „wyzwolić” ukradzionym kluczem słowa „orientacja” od intymnej płciowości.

Trucizna Zachodu

29 czerwca, 2019

Dzisiaj, w święto św. Piotra i Pawła, zrozumiałem, skąd wziął się „upadek zachodu”: z rosyjskiej emigracji, która zatruła sto lat temu myślenie Zachodu. Czytałem to i owo rosyjskich filozofów już od wielu lat, ale zawsze miałem ich za współczujących chrześcijańskiemu Zachodowi, aż dzisiaj zrozumiałem, jakimi są podstępnymi zdrajcami.

Oto kilka zdań z Ewdokimowa.

„W ciągu dziesięciu wieków Rosja przyswoiła sobie dużą część dziedzictwa bizantyjskiego i począwszy do XIX wieku przystępuje do wielkiej syntezy swoich problemów” (Paul Evdokimov, Prawosławie, IW PAX 1964, s. 41).

Jednak Rosja nie umie pracować sama u siebie. Swoją „wielką syntezę” urządziła w zachodnich laboratoriach filozoficznych. Każdy, kto od lat szkolnych ciekawił się chemią, wie, jak pociągające są kolory, błyski i huki, póki idzie o substancje nieorganiczne. Schody zaczynają się, gdy niewinna szkolna piromania dochodzi do chemii organicznej. Taką „chemią organiczną” okazał się pozornie grecki, w rzeczywistości jednak moskiewski nihilizm, który ubrał się w niemieckie pludry Hegla i Marksa, w przekręcone na francuską manierę rosyjskie nazwiska. Dla obrony przed niebezpieczeństwami „chemii w filozofii” Zachód wymyślił prawie 700 lat temu „brzytwę Ockhama”, którą jednak wkrótce złamał Luter, w czym, o dziwo, znalazł wiele uznania ze strony moskiewskiego prawosławia.

Tak prawosławna, jak i protestancka „Intuicyjna władza orientuje się nie według racjonalnej zasady sprzeczności lub racji dostatecznej… biegunowa krańcowość dwóch sposobów istnienia: rzeczy w sobie i ich zjawisk, tego co Boskie, i tego, co demoniczne, bytu i nicości” (Evdokimov, tamże)

Oto i usprawiedliwienie, a nawet ubóstwienie wszelkich zbrodni, szaleństwa, które uznaje się za świętość. Oto teologia wyzwolenia, również tęczowa. Oto również filozofia grubej kreski, okrągłego stołu, którą jak truciznę „chrześcijańskiej lewicy” wpajali katoliccy, również polscy teologowie już w heroicznych czasach „non possumus”. Oni possumus, a efekty widzimy dzisiaj, tak na Zachodzie jak i w Polsce.

Zrozumiałem to mianowicie w dzisiejsze święto św. Piotra i Pawła: bo gdy Piotr odpowiada „Tyś jest Mesjasz” – Jedyny i niepowtarzalny, na różne opinie ludu: czy to Eliasz, Jeremiasz, Jan Chrzciciel czy inny z proroków, raz uśmiercony a teraz reaktywowany, – to Piotr broni właśnie „racjonalnej zasady sprzeczności lub racji dostatecznej”, tak znienawidzonej przez lewackich „obrońców demokracji”. Dla Piotra jeden jest Bóg i jeden Jego Mesjasz. Dalej, dla łacinników dwie są płcie, o czym pisze Paweł. Dla ich przewrotnych wrogów wszystko jest pomieszane i nieokreślone, wielorakie i wieloznaczne. Nie „racja dostateczna”, ale przysłowiowe i pozornie tylko żartobliwe dla Rosjan „a gdyby tak…” Precz z tą trucizną. Był Rzym pogański, stał się chrześcijański, a żadnego trzeciego Rzymu nie ma.

O hermeneutycznych wzgórzach i resortowych dzieciach

26 stycznia, 2019

Wojna ideologiczna w Polsce jest nie tylko wzajemną walką partii, lecz także walką o zawładnięcie opinią publiczną. Wśród różnych środków wojennych istotne miejsce zajmuje dezinformacja, sztuka maskowania się w celu skrytego zajęcia upatrzonych pozycji i imitowania kogoś innego dla wprowadzenia w błąd przeciwnika i obserwatora. Metodami takiej dezorientacji dąży się do skutecznego kontrolowania własnego elektoratu i poszerzania go przez „zagarnianie do ideologicznej niewoli” wyborców strony przeciwnej. Wojna partii politycznych jest wojną hybrydową.

Angielski termin na oznaczenie wojny hybrydowej, consciencial war, zapożyczony też przez język rosyjski, zwraca uwagę na główny cel rażenia w tej wojnie, którym jest świadomość , czy też sumienie (łac. conscientia). Unikalna funkcja tej części świadomości, którą jest sumienie, to wywoływanie poczucia winy i krzywdy. Pierwszym uczuciem zarządza religia, drugim zaś – ideologia. Bezpośrednio oczywiście obie te socjotechnologie nie przyznają się do swoich działań, lecz raczej mówią odpowiednio o zbawieniu i o prawdzie. Winę i krzywdę najłatwiej zlokalizować w historii, stąd też istotnym polem bitwy w wojnie hybrydowej jest polityka historyczna. Dezintegrację społeczeństwa najłatwiej spowodować na tym właśnie obszarze, by rozszerzyć następnie na inne dziedziny życia. Truizmem wręcz jest twierdzenie, że najbardziej zacięta bitwa o Polskę toczy się właśnie na terenie historii. Jest to jednak pole walki o wiele bardziej, niż mogłoby się wydawać, trudne do rozpoznania, nie mówiąc już o kontrolowaniu.

Do tego pola walki należą również „zagajniki” schematów literackich, nieraz stanowiące dyskretne „wzniesienia” hermeneutyczne, pozwalające na niespodziewanie skuteczne rozpoznanie aktualnej sytuacji.

Na polu polskiej polityki historycznej wszyscy toczą walkę o takie „hermeneutyczne wzgórza” Sienkiewicza czy Mickiewicza. Polski krajobraz ideowy nie jest jednak wyłącznie górzysty. Są na nim i obszary bagienne, jak reżyseria Wojtka Smarzowskiego. Skoro osuszone już i opanowane zostały bagna reżyserii Wajdy, a bagna takiego na przykład obywatela Piszczyka przestały być miejscem starć, bo najwidoczniej wabiono tam tylko moczarową partyzantkę, to być może i inne podmokłe tereny przestaną być morderczym terenem starć.

Kto jednak doceni znaczenie wzgórza Fredry, obsadzonego przez bohaterów „Zemsty”, cześnika Raptusiewicza i rejenta Milczka? Wydawać by się mogło, że marni to sojusznicy, nie zorganizują takich oddziałów jak Kmicic czy ksiądz Robak. Warchoł Raptusiewicz musi być zwolennikiem PISu, a wykształcony rejent Milczek wybrałby zapewne dziś PO i obaj stać by się mogli szarymi przedstawicielami tych partii, mało zdatnymi do stoczenia decydujących starć.

Czy jednak rzeczywiście? Czy rzeczywiście przedstawiciele PO na arenie międzynarodowej i na forum krajowym są milczkami? Czy rzeczywiście najraptowniejsi są zwolennicy PIS? To ci ostatni mają problem z wyrażeniem swoich poglądów i zaprezentowaniem ich społeczności międzynarodowej

.

Jak przyznali w materiale magazynu „Press” niemieccy dziennikarze zajmujący się Polską, bardzo trudno jest im uzyskać wypowiedzi od polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jan Puhl z „Der Spiegel” i Gerhard Gnauck z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” czują się przez rządzących w Polsce ignorowani. Gnauck, który wiedzę na temat naszego kraju ma większą niż niejeden polski dziennikarz, od trzech lat zabiega o wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Można to nawet w jakiś sposób zrozumieć. Wypowiedzi opublikowane w niemieckiej prasie to może i dobry sposób na poprawienie wizerunku kraju. Ba, można by mówić nawet o działaniu w duchu racji stanu. Nie przełożą się one natomiast na rozgłos i poparcie w Polsce, o co politycy zabiegają najbardziej. Dlatego posłowie PiS zdecydowanie wolą niemieckie media atakować

To w PIS są Milczkowie, chytrze realizujący swój plan bez zdradzania szczegółów, które mogłyby wywołać niepotrzebny sprzeciw i działający jak adwokat, czasem nieproszony. To oni naśladują, mniej lub bardziej świadomie, socjalliberalne „światłe elity” przedrozbiorowej Rzeczpospolitej.

zatem skaleczeni,
Przez to chleba pozbawieni,
Z matką – żoną – czworgiem dzieci.
MULARZ  Nie mam dzieci.
DRUGI MULARZ  Nie mam żony.
REJENT  Co? nie macie? – nic nie szkodzi –
Mieć możecie – tacy młodzi….

Teraz chodźcie – bliżej! Bliżej!

– Znakiem krzyża podpiszecie.

Natomiast to przedstawiciele Platformy przejmują raptusiewiczowy styl tradycjonalistycznej i zanarchizowanej szlachty przerozbiorowej, zawiązującej konfederacje i zrywającej obrady, mściwej i „bombardującej miłością”.

Jam zatrzymał twego syna, by mu sprawić tu wesele. Masz więc byka za indyka”

Z dystansu tego właśnie wzgórza „Zemsty” warto spojrzeć na obecny konflikt ideologiczny w Polsce. Spróbujmy się uśmiechnąć, przede wszystkim jednak wziąć do serca tą niedostrzeżoną naukę ojczystej literatury, by winami przodków nie obarczać nowego pokolenia. Pojęcie „resortowych dzieci” to jedno z największych bluźnierstw polskiej historii, a niekiedy samospełniające się przekleństwo. Trudno spodziewać się, że ktoś zawczasu obarczany podejrzeniami znajdzie swe miejsce w nowym społeczeństwie. Trudno też spodziewać się, że odpowiedzialnie zachowają się młodzi ludzie, wychowani w kulturze „teraz my”. „Zemsta”, jak zresztą i „Pan Tadeusz”, kończy się zażegnaniem sprzeczności przez młodych. To jednak starsi muszą dać im na to szansę.

Ewangelia pustyni I

2 stycznia, 2019

lkv

Program Ewangelii św. Łukasza

26 grudnia, 2018

CNOTY GŁÓWNE

ŚWIAT MINERALNY (KOSMOS)

ŚWIAT WEGETATYWNY (BIOS)

ŚWIAT ZWIERZĘCY (OIKOS)

ŚWIAT DUCHOWY (DOKSA)

ROZTROPNOŚĆ: 9 APOSTOŁÓW DZIECIĄTKA JEZUS

„Wszystko ma swój czas”. Zwiastowanie Teofilowi, Zachariaszowi i Maryi. Łk 1,1-38.

Pora wszystkich wydarzeń pod niebem”. 3 Triumfy–Maryi, Zachariasza, Pasterzy.Łk 1,39-2,20.

Czas rodzenia i czas umierania”. 3 Liturgie – Obrzezania, Ofiarowania,Symeona.Łk 2,20-35

Czas sadzenia i czas wyrywania”. 3 Zjawienia: Anny,w Nazarecie,w świątyni. Łk 2,36–52.

UMIARKOWANIE: DEKALOG PUSTYNI JEZUS i 15 postaci

Czas zabijania i czas leczenia ran”. Wystąpienie Jana Chrzciciela Łk 3,1-18.

Czas pustoszenia i czas wznoszenia”. Chrzest i rodowód Jezusa,pustynna próba.Łk 3,19–4,13.

Czas płaczu i czas śmiechu”.Prorok w Nazarecie,opętany i teściowa Piotra,wy-pędzanie duchów, odejście na pustynię i powrót do synagog Galilei Łk 4,14-44.

Czas lamentu i czas tańców” „Wypłyń na głębię!” – „Chcę, bądź oczyszczony”! Łk 5,1-16

MĘSTWO:

ELEMENTARZ BŁOGOSŁA-WIENSTW

Czas rzucać kamienie i czas je zbierać”. 1. Czterej z noszami, 2. celnik/lekarz, 3. Pan Młody, 4. Pan szabatu, 5. uschła ręka, 6. Wybór Dwunastu. Łk 5,17 –6,19.

Czas objęć i czas wstrzemięźliwości”. 7. Błogosławieństwa i rady, 8. setnik, 9. syn wdowy, 10. grzesznica, kobiety. Łk 6,20 – 8,3.

Czas poszukiwania i czas rozpraszania”. Siewca,Matka i bracia,burza,Legion, kobieta z krwotokiem, martwa dziewczynka, rozesłanie Apostołów,strach Heroda,chleb dla 5000,wyznanie Piotra,I zapowiedź męki,Kto chce iść za Mną,Przemienienie, Epileptyczne dziecko,II zapowiedź męki, Kto największy,Kto nie przeciw, niegościnni Samarytanie,lisy mają nory,zostaw umarłym grzebanie umarłych, Kto przykłada rękę do pługa, 72 uczniów, owce i wilki, strząsanie prochu. Łk 8,4 – 10,12.

Czas przechowania i czas wy-rzucania”. 1.Powrót 72, 2.Imiona zapisane, 3.Oczy szczęśliwe, 4.dobry Samarytanin (1 przypo-wieść), 5.Marta i Maria, 6. Ojcze nasz, 7.Przyjaciel z drogi (2), 8.Duch niemy, 9.Królestwo skłócone (3), 10. Kto nie zbiera, ten rozprasza. Łk 10,13 – 11,23.

ŻYWIOŁ POWIETRZA

26 OSÓB (16 + 7 nowych postaci) „i wiele innych”

ŻYWIOŁ ZIEMI

=> Kto chce pójść za Mną

PRZEZ OGIEŃ I WODĘ

24 wydarzenia

SPRAWIEDLIWOŚĆ: EWANGELIA SZESNASTU PRZYPOWIEŚCI

Czas rozdzierania i czas zszywania”. Siedem innych złych duchów. Szczęśliwe łono, Biadania, Zakryte-ujawnione, Duch Święty powie wam.Łk 11,24-12,12

Czas zamilknięcia i czas mówienia”. Przypowieść o urodzaju, Gdzie skarb, tam serce. Łk 12,13-34.

Czas umiłowania i czas znienawidzenia”. Czuwajcie i bądźcie gotowi. Przy-powieść o ogrodniku.Uzdrowienie zgiętej, Królestwo ziarnkiem i zaczynem,ciasne drzwi,dom pusty,uzdrowiony z wodnej puchliny, pierwsze miejsca, przy-powieść o zaproszonych,o budowie i o wojnie królów. Łk 12,35 – 14,33.

Czas wojny i czas pokoju”. Sól, owca, drachma, syn marnotrawny, nieuczciwy rządca, bogacz i żebrak, zatopienie gorszyciela, 7-krotne przebaczenie, 10 trędowatych. Gdzie mięso, tam ptaki. Sędzia i wdowa, faryzeusz i grzesznik, opuściliśmy wszystko. Łk 14,34 – 18,34.

BOJAŹŃ BOŻA

„Jaka korzyść człowiekowi z trudu” Łk 18,35 – 19,40. Niewidomy u Jerycha, Zacheusz, przypowieść o minach (20), wjazd do Jeruzalem.

POBOŻNOŚĆ

Przyjrzałem się brzemieniu” Łk 19,41-21,6. Płacz nad Jerozolimą, wypędzenie przekupniów, kwestia chrztu Jana, przypowieść o dzierżawcach winnicy (21). Moneta podatkowa. Fałszywa saducejska przypowieść o siedmiokrotnej wdowie (22). Krytyka faryzeuszy. Uboga wdowa. „Nie zostanie kamień na kamieniu”

UMIEJĘTNOŚĆ

„By się trudzili” Łk 21, 7-28. Kiedy się to stanie i jaki będzie znak? – Podnieście głowy.

MĘSTWO

„Wszystko piękne na swój czas” Łk 21,29 – 22,44. „Spójrzcie na drzewo figowe” (23). Ostatnia Wieczerza. Ogrójec.

RADA

Dał im nawet wyobrażenie o epokach” Łk 22,45–23,49.Pojmanie,sąd,ukrzyżowanie,złorzeczenia,setnik wyznający i niemi widzowie

ROZUM

„Że jednak nie pojmą co Bóg czyni od początku do końca” Łk 23,50 – 24,18. Grób, aniołowie, niedowierzanie, dwaj w drodze do Emaus.

MĄDROŚĆ

„Poznałem,że nic lepszego niż radować się i czynić dobro”Łk 24,19-53.Wyjaśnienie w drodze do Emaus,Wieczernik,Tomasz,Wniebowstąpienie.

 

W świecie zlegOlizowanym

12 lutego, 2018

Gdy George Orwell pisał „1984”, istniały już klocki Lego. Świat z nich zbudowany mianowicie okazał się teatrem powstałej 66 lat później antyutopii „Lego Film”. To antyutopia dzieci pokolenia 1984 roku. Antyutopia Corpo-świata, w którym ułożone zgodnie ze szczegółowymi instrukcjami „życie jest czadowe”. Wielki Brat teraz nazywa się Prezydent Biznes, Wewnętrzna Partia uległa natomiast wirtualizacji i stała się samą tylko narracją. Narracją totalną. W ten sposób doskonale wypełniony zostaje slogan „partia z narodem – naród z partią”. Ponieważ i „naród” nie stanowi już dzisiaj monolitu, to stosowną różnorodność świata narracji partyjno-wewnętrznych prezentują „Wielcy Mistrzowie” – Batman, Superman i Super-Woman, Gandalf Szary i Dumbledore, Han Solo z „Gwiezdnych Wojen”, Zielona Latarnia, Kicia Rożek i Stalobrody, oraz entuzjastyczny astronauta Benny, z postaci zaś non-fiction – Witruwiusz, Abraham Lincoln i Shaquille O’Neal. To prawdziwy panteon bóstw, gdzie naczelnym bogiem-architektem wszechświata jest mianowicie Witruwiusz. To dobre bóstwo musi umrzeć, by przejść w świat czystego ducha i dopiero tam osiągnąć zwycięstwo nad swoim ciemnym odpowiednikiem – Lordem Biznesem, który jak szatan wcielony w węża, w istocie jest architektem Wszechmocnym z Góry, mającym Syna – Finna, uznającego w zlegowanej postaci Emmeta ojcostwo Witruwiusza. Czy widzicie już podobieństwa?

Benny to najbliższy zwykłym lego-ludzikom wśród Wielkich Mistrzów – prawdziwy Prometeusz, a Witruwiusz – „Ojciec-Cieśla”, archetyp Józefa. Jest i zajmująca centralne miejsce Maria Magdalena tego eposu: to oczywiście Żyleta, dziewczyna Batmana, zaś Maryję Pannę odzwierciedla przybywająca z „anty-fatimskim objawieniem” młodsza siostra Finna z klockami Duplo. Jest wreszcie pachołek diabła, upadły apostoł Judasz: Dobry Glina/Zły Glina z arcykapłańską sforą robo-policjantów oraz upadli aniołowie Lorda Biznesa – mikro-managerowie. Chcą oni, by wszystkie światy opanowane zostały przez świat Lorda Biznesa –  to świat nowoczesnego socjalizmu, socjalizmu „świata minus-pierwszego”, w którym za  istotę posiadania uznaje się wydatki

Judasz zostanie jednak zbawiony, ponieważ – jak wiadomo – ze srebrników nie osiągnął majątkowej korzyści.

Wśród instrukcji Emmeta znajduje się „kupuj drogą kawę” i w istocie słyszy on cenę kubka kawy w fastfoodzie – 37 dolarów. Po pracy proste lego-ludzki zmierzają do fastfoodu:  w ich świecie nie widzimy rodzinnych domów.

Tutaj Emmet wchodzi na własną ścieżkę: spadając do podziemi, znajduje jak na drzewie poznania dobra i zła, za podszeptem z zaświatów – „blok oporu”, który okazuje się elementem, mającym zbawić świat.

Pod postacią architekta wszechświata, który przyznaje swoją porażkę, widzimy nową, dyskordiańską wizję masonerii; a film okazuje się tak pastiszem wszystkich religii i ideologii. Taki jest nasz świat korporacyjny, w którym nawet Kościół poddaje się pokusie, by z Imienia Chrystusa pozostawić jedynie dwie litery, HR, oznaczające zarządzanie ludzkimi zasobami.

Postprawdziwa historia w społeczeństwach roszczeniowych

13 października, 2017

Przeczytawszy ten tytuł, nie spoglądajcie z przekąsem na Zachód, bo nauka idzie ze Wschodu.

Na Białorusi rozszalała się histeria: Polacy ukradli Kościuszkę! Dużo by mówić, kto czyta ten wie. Trwają właśnie przepychanki o pomnik w szwajcarskim Solothurn, gdzie do śmierci mieszkał Kościuszko.

I dowiedzieć się możemy przy okazji jeszcze więcej. Oto najlepsze perełki:

„Wyłudzili wszystkie skarby z pałaców Zachodniej Białorusi przy sowietach”

Jak przyszły ruskie, się znaczy, nic nie grabiły, nikogo nie wywoziły ani nie mordowały, tylko sprawiedliwa władza sowiecka wszystko zabezpieczyła, lecz cóż z tego, dobrych radzieckich towarzyszy najwidoczniej te polskie pany oszukały, wszystko wyłudzając i wywożąc. To dlatego wszystko teraz na Białorusi rozgrabione, byście to wiedzieli. Kto winien? –

„Bierut powiedział sowietom, że Białorusinom nie są te kosztowności potrzebne, i wszystko wysłali do was. Chytrzy jesteście!”

I tak właśnie sowieci słuchali Bieruta i wszystko oddali Polakom. Którzy są chytre pany.  Więc jak Bierut w trumnie z Kremla wrócił, to pewnie że go sprawiedliwa ręka władzy sowieckiej tknęła. Bo nie inaczej, a nawet Kreml by dla Polaków zdobył. Tam przecież sami Polacy – Dzierżyński, Mienżyński, Kosior, Mertens. Teraz się ich wyrzekają pany pachołki imperialistyczne, a Kościuszkę ukradli Białorusinom.

Byłoby to wszystko śmieszne, ale tam tak mówią naprawdę.

Wiec zostawcie już w spokoju Ukraińców. Ktoś trzeźwo zauważył na Bialorusi, ze Ukraińcy jakoś nie twierdzą, by Polacy im kogoś ukradli. Zostawcie w spokoju Litwinów. Co do nich, to na Białorusi sądzi się, że ukradli nawet swą nazwę.

Białoruś to doskonałe społeczeństwo roszczeniowe. Wiele może nas nauczyć, ale tu akurat nie miejsce na teorię.

Nie twierdzę, że to wszystko jest powodem do potępiania czy wyśmiewania Białorusinów. Raczej – do pouczenia zapatrzonych w Polsce na łukaszenkowską Białoruś. I nie chcę być złym prorokiem, ale polska polityka socjalna i medialna jakoś mimowolnie naśladuje Białoruś sprzed kilkunastu lat.

Soros to zmyłka

19 września, 2017

Ciemna gwiazda Stalina mogła uwidocznić się na firmamencie światowej historii dzięki dwu satelitom, o wiele wyraźniej dającym o sobie znać w minionym stuleciu: to Hitler/Schicklgruber i Trocki/Bronstein. Hitlera Stalin wyhodował, by nastraszyć burżujów i przygotować grunt do „wyzwolenia” Europy jeszcze latem 1941. Niemieckim technologiom dostarczył pola manewru i surowców dla obejścia zachodnich sankcji. Wyszkolił specjalistów wojny błyskawicznej i hybrydowej, którą sam stosował już wcześniej. Jak wylicza historyk wojskowości Wiktor Suworow, stalinowski najemnik zbuntował się i uprzedził swojego patrona napaścią zaledwie o dwa tygodnie. Ale przecież praktycznie do paktu Ribbentrop-Mołotow Sowiety żyły z III Rzeszą w ciągłej wrogości, wzajemnym strachu i oskarżeniach. Ba! – sam pakt i późniejsze zaskoczenie Stalina hitlerowską agresją miało brać się z jego strachu i chęci zabezpieczenia się przed „faszystami”, którzy na ogół w języku komunistów służą za uosobienie wszelkiego zła – pospieszą oponować naiwni. Stalin miał nie chcieć wojny, a nawet jego masowe represje miały być sposobem na zdławienie anarchii, sabotażu i idei permanentnej rewolucji, głoszonej przez Trockiego. Jeszcze nie powstało wtedy pojęcie „pokojowego współistnienia”, ale już mówiono o „kolektywnym bezpieczeństwie”, które wszystkim chciał zapewnić miłujący pokój i postęp Stalin, ongiś polityczny komisarz w Czerwonej Armii, stworzonej i dowodzonej właśnie przez Trockiego. Po wygnaniu przez biorącego całą władzę w swe ręce Stalina Trocki, opętany ideą światowej rewolucji i ciągłej wojny totalnej, w której w miarę osiągania zwycięstwa armie wyposażone w broń masowego rażenia zamienią armie powszechnej pracy przymusowej, wiódł życie intelektualisty- dysydenta na wygnaniu w Meksyku. jakoś nie spieszono się z unieszkodliwieniem go, bowiem dzięki temu prawdziwych i pozornych trockistów w sowieckiej Rosji można było masowo eksterminować, wymyślano na nich wszelkie inwektywy, w każdy możliwy sposób łączące dwu głównych wrogów, za których plecami stać mają światowi imperialiści: Trockiego i Hitlera. Obaj oni zresztą też mieli się za wrogów „światowej plutokracji”, jak mówił Hitler, bądź „imperializmu”, jak mówił Trocki. W rzeczywistości jednak obaj byli kukiełkami w teatrzyku Stalina, mającymi maskować samego głównego i jedynego aktora. Trocki okazał się niepotrzebny dopiero latem 1940 roku, gdy Hitler, jak się wydawało, skończył już z „imperialistami” na zachodzie Europy oraz na Bałkanach: rosyjska emigracja ze swymi głównymi ośrodkami we Francji i Jugosławii nie mogła już służyć do „ratowania pokoju”, bowiem „uratowany” on został całkowicie przez Hitlera. Na następny rok, po tym, jak wystarczająco „nacieszy” Europejczyków swoimi wizjami, austriacki malarz też miał zostać usunięty, zaś Europa i świat – „ocalone”.

Podobnie i teraz w Rosji represje mają miejsce pod znakiem walki ze złowrogimi wpływami Sorosa. Jak stalinowscy siepacze na ideach Trockiego, tak jednak te ideologiczne kukiełki wyrosły na funduszach Sorosa, który w rosyjską naukę i kulturę włożył prawie miliard dolarów. Rosyjscy oligarchowie, finansujący teraz Putina, zawdzięczają swe fortuny Sorosowi, jak choćby Potanin, robiący u Sorosa interesy dokładnie takie, jak Kulczyk u Balcerowicza. A Soros wypowiada się o Putinie i i Unii Europejskiej zupełnie tak, jak w swoim czasie Trocki o Stalinie i o imperialistach.

Do chóru putinowskich ideologicznych kukiełek dołączają teraz i liczne polskie laleczki. Tak jest i z fundacją „Otwarty Dialog”, sugerującą ustami Bartosza Kramka, że realizuje jakieś sorosowskie technologie, choć w rzeczywistości mówi i pokazuje rzeczy, na kilometr cuchnące moskiewską kasą, finansowanie z której obecnie jej udowodniono.

Jednak nie wzywa się u nas do piętnowania płatnych pachołków Kremla, za to wiele krzyczy się o opłacanych jakoby przez Sorosa. Nie wzywa się do reparacji wojennych od Rosji, a zgoła się od nich odwodzi, choć Rosja nigdy niczego nie uznała ani nie rekompensowała, zupełnie odwrotnie niż w przypadku z Niemcami, które poszkodowanym, ich rodzinom i organizacjom społecznym wypłaciły krocie.

Są oczywiście i hitlerowcy naszych czasów: to lewicowi islamiści, wychowankowie syryjskiej i irackiej partii socjalistycznej, afgańskie i libijskie „resortowe dzieci”, algierscy potomkowie weteranów „za wolność i demokrację”. Też nikt ich nie piętnuje. Tyle oni mają wspólnego z religią muzułmańską, co mieli esesmani, wychowani w swoim czasie chrześcijańskich rodzinach i obchodzący chrześcijańskie święta. tyle mają wspólnego z kulturą Bliskiego Wschodu, co z polską kulturą mieli wspólnego Dzierżyński, Mienżyński, Świerczewski czy Mertens. (Prawdziwi Polacy, żadnych Żydów nie wymieniam, jakby co – na dowód link do ostatniego, z którego nazwiskiem google kojarzą raczej jakiegoś piłkarza).

Tyle zaś tych dzisiejszych „islamskich hitlerowców ” dzieli od Moskwy, – eksperymentującej z islamskim radykalizmem conajmniej od 1924 roku, gdy to Stalin tworzył właśnie na środkowoazjatyckich doświadczeniach swoją politykę narodowościową – ile dzieliło czołgi Guderiana i sztukasy Goeringa nad kanałem La Manche w czerwcu 1940 roku, napędzane sowieckim paliwem i niosące sowiecką amunicję z braku własnej, niemieckiej. Bez pomocy Stalina nie pokonaliby wtedy Francji.

Tak też bez Putina i pożytecznych idiotów euro- i patrio-prądów migranci nie pokonają dziś Zachodu. Domniemana „technologia migracyjna” Sorosa budzi oczywiście lęk, nie mniejszy niż trockistowska permanentna rewolucja siłami armii pracy przymusowej, tyle samo jednak ma szans na realizację w oczach prawdziwego rozgrywającego – jak wówczas Stalina, tak teraz Putina. On realizuje swój scenariusz. Soros i migranci to gra w „dwa ognie”. By uniknąć zbicia, trzeba zauważyć rzucającego piłkę. A ten jeden jest, jak mawia mistrz Yoda 🙂